Wspomnienia zza oceanu

Dotychczas podczas moich kilku rodzinnych wizyt w Stanach Zjednoczonych zwiedziłam Nowy Jork, Waszyngton, Grand Canion, Narodowy Cmentarz Wojskowy w Arlington i inne mniej znane miejsca. Tym razem postanowiliśmy pojechać do Nowego Orleanu, kolebki jazzu.

Stan Oklahoma – początek podróży

Stan Oklahoma leży w środku południowej części Stanów Zjednoczonych. Graniczy z Teksasem, Nowym Meksykiem, Colorado, Missouri i Arkansas. Stolicą jest miasto o tej samej nazwie co stan – Oklahoma. Najważniejszym bogactwem stanu jest rolnictwo, a przede wszystkim hodowla bydła i koni oraz przemysł naftowy. Stan ten często w okresie wiosennym nawiedzają tornada. Zimą zaś sztormy lodowe. Mieszka tutaj pięć plemion indiańskich: Czirokezi, Czoktawowie, Czikasawowie, Seminole i Krikowie. Posiadają własną niezależną policję Tereny rezerwatów Indian zwolnione są z podatków

Wyjechaliśmy wczesnym rankiem z miejscowości Norman – leżącej w stanie Oklahoma. Po siedmiu godzinach dotarliśmy do Aleksandrii – stan Luizjana – miejsca naszego pierwszego noclegu. Po drodze mijaliśmy niezliczoną ilość krów i koni pasących się na zielonych łąkach, a była to pora zimowa. Przykuło moją uwagę to, że większość tych krów miała kolor czarny lub brązowy. Na terenach wyżynnych widoczne były – gęsto rozsiane – niewielkie urządzenia wydobywające ropę naftową. Z daleka wyglądały jak szybujące w niebo wielkie ptaszyska.

Rosedown Plantation – dawna posiadłość plantatorów bawełny

Następnego dnia zwiedziliśmy Rosedown Plantation rezydencję dawnych właścicieli plantacji bawełny. Główny – pięknie odrestaurowany dwupiętrowy budynek – z cyprysu i cedru, zbudowano w 1835 roku. Urządzony jest w stylu francuskim – drukowane tapety, mahoniowe kręte schody. Wszystkie sprzęty, meble i wystrój są oryginalne. Obszar całej posiadłości wynosi 150 hektarów. Prócz domu, w którym mieszkali właściciele plantacji z rodziną, zachowały się są budynki gospodarcze, kuchnia, oranżeria, dom lekarza, a także baraki służby i niewolników pracujących na plantacji. Budynki te okolone są pięknym ogrodem kolorowych kwiatów, między innymi azalii i kamelii. Główna aleja – Oak Alley wiodąca do budynku zasadzona jest 300-letnimi rozłożystymi dębami. Rosną tutaj najwartościowsze drzewa, cedry, liczące siedemset lat.

Nowy Orlean – miasto z europejską duszą

Miasto zostało założone w 1718 roku przez Francuzów. Zbudowano je na podmokłych, bagnistych terenach w delcie rzeki Missisipi. Przez miasto przepływa jedna z najdłuższych rzek Stanów Ameryki Północnej i czwarta na świecie – Missisipi. Nowy Orlean to kolebka jazzu. Tutaj urodził się i wychowywał Luis Armstrong – słynny na całym świecie trębacz bluesowy, a potem jazzowy. Jego imieniem nazwano piękny park w centrum Orleanu i postawiono pomnik.

Po zakwaterowaniu i krótkim odpoczynku poszliśmy zwiedzać najstarszą dzielnicę miasta – French Quarter. Z odległości kilkuset metrów słychać było gwar i muzykę. Ujrzeliśmy urokliwe kamienice z żeliwnymi ozdobnymi balkonami. Wąską, centralną uliczką dzielnicy Burbon Street przemieszczały się tłumy kolorowo ubranych turystów. Z każdej kafejki i restauracji rozbrzmiewała muzyka bluesowa. Muzycy grają tutaj dla przechodniów na każdym rogu ulicy, zaułku i placu od rana do wieczora. Plac Jackson Square gromadzi wielu malarzy, performerów, a nawet wróżbitów. Ulicą przechadzały się kolorowo ubrane panie zajmujące się wuduKolorytu tej dzielnicy nadawał czas, w którym zwiedzaliśmy – zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Udekorowane balkony domów mieniły się różnokolorowymi światełkami.

Bagna i mokradła rzeczne

Następnego dnia pojechaliśmy do przystani rzecznej Honey Island Swamp. Przejechaliśmy 38 km – najdłuższym do 2011 roku mostem na świecie – przez sam środek jeziora Pontchartrain. Pierwszą nitkę tego mostu zbudowano w 1965 roku, drugą równoległą w 1969 roku. Stamtąd, przez godzinę pływaliśmy, niewielką łodzią motorową po mokradłach rzecznych. Po drodze, z bliska mogliśmy obejrzeć leniwie pływające aligatory. Na drzewach wylegiwały się węże, jaszczurki i olbrzymie pająki. W zaroślach taplały się szopy pracze, żółwie i prawie oswojone dziki. Podpływały do naszej łodzi, czekając na pokarm To była pełna wrażeń, niesamowita przejażdżka. Na długo pozostanie mi w pamięci.

Osuszanie bagien przyczyniło się do obniżenia terenu.W wyniku czego część Nowego Orleanu w 2005 roku zostało zalane przez huragan Katrina. Część ludności opuściło miasto, szukając innego miejsca do zamieszkania. Zaludnienie spadło o trzydzieści procent.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Bay St Louis – miasto leżące nad zatoką Meksykańską w stanie Missisipi. Podziwialiśmy piękną plażę z białym piaskiem.

Po trzydniowym pobycie – w tak magicznych miejscach – żal było wracać do domu. Miejsca te pozostaną w mej pamięci do końca życia. Dziękuję mojej rodzinie za możliwość ich obejrzenia.

5 odpowiedzi na "Wspomnienia zza oceanu"

Dodaj komentarz
  1. Jola

    7 marca 2016 at 18:41

    Piękna wycieczka, miłe wspomnienia, niesamowite krajobrazy, zachowaj je jak najdłużej w pamięci. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz opowiesz nam o równie pięknych miejscach.
    Bo jak powiedział Paul Theroux:
    Turyści nie wiedzą gdzie byli, podróżnicy nie wiedzą gdzie będą

    Odpowiedz
    • LP

      8 marca 2016 at 09:24

      Dzięki Jolu.To tylko jedno z miejsc, które odwiedziłam.Najbardziej urokliwe .Były jeszcze parki narodowe, góry, muzea. Jeśli będę miała chęć, to je opiszę i podzielę się z naszymi czytelnikami. Pozdrawiam

      Odpowiedz
  2. Teśka

    9 marca 2016 at 08:41

    Cudowna podróż na południe Stanów Zjednoczonych i pięknie opisana. Najdalej na południe byłam w Atlantic City. Chciałabym – nie wiem dlaczego- zwiedzić San Francisco i Seattle.
    Czytając Twoje wspomnienia, przeniosłam się myślami do kraju, który stał się drugą ojczyzną moich bliskich. Dziękuję!

    Odpowiedz
    • LP

      9 marca 2016 at 10:05

      Dziękuję Tesiu.Nie byłam w San Francisco, ale z opowiadań mego syna, wiem że warto.Polecam Ci Nowy Orlean,nie pożałujesz.

      Odpowiedz
  3. Cezary

    24 września 2016 at 07:26

    Mamo mam nadzieje ze dasz sie namowic jeszcze na przyjazd do mnie. Moze skoczymy do Staszka w Colorado, Las Vegas i Yellowstone?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.