Wanda i jej ogród

Jak można pokochać przyrodę i z wielkiej pasji uczynić sens życia przekonałam się pod wpływem nowej znajomości, o której postanowiłam opowiedzieć.

Codziennie, zazwyczaj przed południem, udawałam się na przejażdżkę rowerową. Trwała około godziny. Trasa wiodła najpierw ścieżką rowerową, potem skręcałam, przejeżdżałam przez wieś, jeszcze trochę gościńcem i już byłam w lesie. Zwalniałam wtedy, żeby rozkoszować się świeżym zapachem. Po deszczu las orzeźwiał mnie i sprawiał niemałą przyjemność. Przybliżałam się do brzóz i chłonęłam ich energię.

Wandę poznałam w ubiegłym roku, gdy lato chyliło się już ku końcowi. Spotkałam ją przy mojej trasie rowerowej. Przyjechała “kładem” zrobić porządek wokół przydrożnego krzyża. Okazało się, że jest moją rówieśnicą i mieszka niedaleko, zaledwie w odległości kilku kilometrów. Zaprosiła mnie do swojego domu i wtedy po raz pierwszy zobaczyłam jej piękny ogród.

Dom Wandy nieco oddalony od gościńca, schowany jest za ścianą żywopłotu, o kształcie dwóch boków kwadratu. Z drogi jest niewidoczny. Żywopłot z dwóch gatunków iglaków, o jasnym i ciemnym odcieniu zieleni wyhodowała sama z malutkich sadzonek. Równiutko przycięty, około dwumetrowej wysokości szpaler osłania od chłodnych północnych wiatrów i sprawia, że dom jest jakby odcięty od reszty świata. Ten zaciszny zakątek to królestwo Wandy. Jest tu uroczo, spokojnie i promiennie…

Ogród jest wypełniony wieloma kompozycjami roślin ozdobnych. Składa się z kilku części usytuowanych tak, że odnoszę wrażenie, jakby było tu kilka mniejszych kwiatowych zakątków. Można w nim podziwiać rośliny rzadko spotykane w innych ogrodach. Teren jest dość wilgotny, a rośliny systematycznie zasilane, odwdzięczają się wielobarwną gamą kolorów i świeżością zieleni w różnych odcieniach.

Tuż przy wejściu stoją trzy duże ozdobne donice. Wanda posadziła w nich barwne kompozycje traw i kwiatów jednorocznych. Chciała ozdobić miejsce, gdzie teraz są nowe nasadzenia.

Tę część ogrodu urządzam w białym kolorze, dopiero w przyszłym roku będzie wyglądać atrakcyjnie

– powiedziała.

Ogród zdobią drzewa liściaste i iglaki, krzewy ozdobne, byliny, najróżniejsze kwiaty cebulowe, pnącza, rośliny wodne i skalne, kwiaty jednoroczne. Wanda przyzwyczajona jest do tego, że jej goście utrwalają piękno roślin na zdjęciach. Gdy chciałam jej zrobić zdjęcie, utonęła w wysokich ozdobnych trawach. Widziałam tylko uśmiechniętą twarz. Jest bowiem pogodna i promienieje energią. Ma przyjemną, dziewczęcą barwę głosu.

Chcąc zrobić kilka fotografii trafiłam na pełnię kwitnienia liliowców. Nie mogłam od nich oderwać oczu. Różnobarwne, dostojne, bogate, w sąsiedztwie innych kwiatów wyróżniały się swoim powabem. Wśród nich liliowiec „Black Prince” króluje niepodzielnie. Tuż obok wysoko dzierży głowę pysznogłówka – bergamotka, częstując mnie swoim aromatem. Wielkimi kępami rosną różnobarwne floksy.

Zebrało się tych roślin, bo przy każdym zakupie dochodziły wciąż nowe, wyszukane perełki

– stwierdziła oprowadzając po ogrodzie.

Zanim dojdę do małego stawu wzrok zatrzymuje się na jukach ogrodowych. Z rozety dość sztywnych liści wyrastają długie pędy zakończone białym, pięknym kwiatostanem. Tu juka karolińska zdobi ogród. Przy niej w dwóch kolorach latria kłosowa skupia na sobie uwagę.

Obok mozga trzcinowata i Miskant Zebrinus – „trawa zebra”. Oryginalna, dwukolorowa z jasnymi paskami na zielonych źdźbłach. W stawie rybki. Będąc w części rekreacyjnej obserwujemy jak niecierpliwie oczekują na pokarm. Podpływają coraz bliżej brzegu i pluskają żwawo w wodzie. Są kolorowe, ozdobne, ale i takie, które mają trafić na stół, gdy osiągną właściwą wielkość.

W pobliżu w cieniu, roślina o olbrzymich rozmiarach liści. To języczka pomarańczowa. Jeszcze nie zakwitła. Dalej z prawej strony duże skupisko krwistoczerwonych róż. Tę elitę wśród innych roślin uprawia Wanda ze względu na ich dekoracyjność. Są synonimem królewskiego piękna. Za zakrętem kolorami wabią motyle pokaźnych rozmiarów jeżówki.

Z jednej strony małego stawu, rośnie o kulistym pokroju wierzba japońska „Hakuro – Nishiki” o biało – zielono – różowych liściach. W miejscu najbardziej nasłonecznionym, jest ciekawie urządzony, na dość rozległej skarpie ogród skalny. Na nim pośród kamieni różnobarwne rojniki. Po płaskich kamieniach swobodnie przechodzę, aby zrobić kolejne ujęcia.

W półcieniu mają swoje miejsca funkie o różnych rodzajach kwiatów, różniące się kolorem i wielkością liści. Najbardziej podobała mi się funkia „American Hallo”- królowa cienia o liściach zielono – szmaragdowych z biało – kremową obwódką.

W części małego sadu z kilkoma jabłoniami, na tle białej ściany budynku gospodarczego, jest drewniana konstrukcja na pnącze. Stamtąd powojnik – Clematis mruga do mnie żółtym okiem.

Z drugiej strony domu rosną krzewy białych hortensji. Nie można obojętnie przejść obok malowniczej odmiany świerka o długich, przylegających do pnia konarach. Wielobarwna kwiatowa rabata ciągnie się wzdłuż ogrodzenia. Na tle zieleni żywopłotu kolory wyglądają imponująco. Słońce, które zniża się ku zachodowi dodaje im głębszej barwy. Myślę, że jest właśnie odpowiednia pora na fotografowanie.

A oto jeszcze jeden zakątek. W nim dominują trawy ozdobne – miskant chiński- „Gold Bar” to rarytas wśród miskantów. Złoto nakrapiane liście tworzą kontrast z soczystą zielenią. Są tu bujne trawy o różnych odcieniach zieleni i szarości. Niektóre jakby szmaragdowe, wysokie, że można w nich schować się, inne niskie, rdzawo – brązowe. Z prawej strony traw, blisko domu rozstawiony jest basen. W upały stał się rzeczywiście niezbędny przy iście afrykańskiej pogodzie.

Czułam się niemal jak Alicja w krainie czarów. Z tą jednak różnicą, że zamiast białego królika spotkałam tu żółwia, chodzącego w zrobionym dla niego ogrodzeniu.

Szkoda, że przekwitł już dyptam – „gorejący krzew Mojżesza”

– mówi Wanda.

Rzeczywiście kiedyś nadmieniłam o tym, że chętnie go zobaczę, gdy zakwitnie .

Wanda jest zakochana w swoich roślinach. Codziennie wczesnym rankiem około 5 rano wychodzi do ogrodu i pracuje w nim po kilka godzin. Bardzo lubi przebywać w ogrodzie i niecierpliwi się zimą, gdy nie ma z nim kontaktu.

Brakuje mi tego… i czekam na pierwsze oznaki wiosny

– mówi.

Rozczula się wtedy nad pierwszymi kwiatkami i podobno z nimi rozmawia. W wyszukiwaniu tych o osobliwym wyglądzie roślin pomaga jej najmłodszy syn. Gdy wraca do domu z odległej metropolii, zakłada rękawice i pracują razem, gdyż on jest także wielbicielem kwiatów. Czasem zmieniali aranżację ogrodu w jakiejś części. Wszyscy trzej synowie wspierają matkę w jej wdzięcznej, aczkolwiek pracochłonnej pasji .

Trzeba przyznać, że utrzymanie tego ogrodu to nie fraszka. Jestem pełna podziwu dla Wandy, jej pracowitości, dobrego smaku, szerokiej wiedzy o roślinach i ich pielęgnacji. Każdy zakamarek, każdy metr kwadratowy powierzchni ogrodu jest tu przemyślany i rozsądnie zagospodarowany. Taki efekt można osiągnąć tylko dzięki rzetelnej wiedzy i systematycznej, codziennej pracy.

Wanda twierdzi, iż nigdy nie zapomina obejrzeć rano w niedzielę programu telewizyjnego ogrodniczego „Maja w ogrodzie”. To źródło wiedzy o nowinkach ogrodniczych, oprócz książek i czasopism jakie posiada.

Na dość dużej powierzchni uprawia też warzywa. Zdrowa żywność jest dla niej priorytetem. Wczesną wiosną posiała w foliowym namiocie sałatę i posadziła sadzonki pomidorów. Zaczęły dojrzewać w lipcu.

Tuż przy bramce prowadzącej do warzywnika pnie się groszek pachnący ,a wzdłuż ogrodzenia kwitną goździki brodate. Dalej rośnie cała gama ziół. Zaraz za bramką z lewej strony foliowego namiotu rząd pomarańczowych nagietków, których płatki suszy Wanda na zdrowotną herbatkę. Po drugiej stronie ścieżki owocują obficie krzewy borówki amerykańskiej.

W głębi warzywnika jest duży zagon dyniowatych. Pomidory gruntowe podwiązane do jednakowych tyczek, równo powtykanych w ziemię. Marchew, cebula i bób, łan ogórków, kukurydza cukrowa, cukinia i pospolite buraczki, wszystkie warzywa bez śladu chwastów. Bliżej brzozowego zagajnika jest dość duży malinowy chruśniaczek. Po wykopanych wczesnych ziemniakach Wanda posadziła już kalafiory i brokuły.

Lepiej się udają te sadzone na jesienny zbiór

– dodała.

Kocham przyrodę

– powiedziała po chwili.

Zaczęła snuć opowieść o tym jak dokarmiała parę cietrzewi. Wanda obserwuje zwierzęta przez lornetkę z pokoju na poddaszu. Ma tam widok na łąki rozciągające się za jej ogrodem warzywnym. Z lewej strony jest gaj brzozowy. Nie raz widziała tam sarny, głuszce, lisy. Szpaki mają siedem domków umocowanych w jednym ciągu. Nawet gdy jej czynią szkodę, nie ma do nich pretensji.

Podziwiam ją za pracowitość i wiedzę, za otwartość na przyjaźń, duże serce dla ludzi i przyrody, za życzliwość i odpowiedzialność w stosunku do rodziny. Jestem przekonana, że jej energia udziela się nie tylko mnie, a troska o rodzinę to przykład godny uwagi.

Wanda żyje w pełnej harmonii z otaczającym światem, jest humanistką z krwi i kości. Uduchowiona i wdzięczna Opatrzności za każdą myśl, która jej świta w głowie, cieszy się życiem. Jej ogród, dom i rodzina są dla niej najważniejsze. Cenię takich ludzi i mam dla nich wielki szacunek.

4 odpowiedzi na "Wanda i jej ogród"

Dodaj komentarz
  1. Ariel

    26 sierpnia 2015 at 08:23

    Moja kochana mama <3

    Odpowiedz
    • Kinga

      3 września 2015 at 20:15

      A moja ciocia 🙂

      Odpowiedz
  2. Marianna

    17 września 2015 at 19:43

    Gratuluję takiej mamy i cioci.

    Odpowiedz
  3. Beata

    3 września 2016 at 17:47

    Pani Wanda to wspaniała kobieta i miłośniczka przyrody:)….pozdrawiam ją serdecznie…

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.