Tam gdzie gwizdy są w dobrym tonie…

Gwiżdżąc wyznawano miłość, ostrzegano przed niebezpieczeństwem, przekazywano poufne informacje państwowe. Ten nietypowy, pochodzący z La Gomery język gwizdany, to nieodłączna część kultury tego regionu trwająca do dnia dzisiejszego.

Moja ciekawość podróżowania i poznawania świata zaprowadziła mnie tym razem na La Gomerę, niewielką, rzadziej odwiedzaną wyspę, należącą do najmniejszych z trzynastu Wysp Kanaryjskich – Wysp Szczęśliwych.

Podobno gwizdać nie wypada, tymczasem na La Gomerze nikogo to nie obraża, a sztuki i kultury gwizdania uczy się w szkołach. Gwizd to stary, wypracowany przez Guanczów sposób porozumiewania się. Ze względu na budowę wyspy i trudności w przemieszczaniu się, mieszkańcy przekazywali sobie informacje za pomocą przeszywających powietrze gwizdów. Dźwięk ten jest słyszalny nawet z odległości czterech, pięciu kilometrów.

Zamieszkujący wyspę rdzenni mieszkańcy Guanczowie stworzyli El Silbo – język gwizdów, pozwalający porozumiewać się na większe odległości. Jest on wciąż w użyciu na La Gomerze. Pomaga komunikować się poprzez głębokie doliny górskie. Aby El Silbo nie wymarł i aby zapobiec całkowitemu wymarciu tego języka, w 1999 roku władze wprowadziły do szkół podstawowych i średnich jego obowiązkową naukę.

W 2009 roku język gwizdów El Silbo Gomera został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO.

Nie należy się zatem dziwić, kiedy wokół rozlegają się gwizdy przypominające śpiewy ptaków, nawet na najbardziej uczęszczanych szlakach turystycznych lub w restauracjach. Tak rozmawiają ze sobą tubylcy, przekazując różne informacje. Dla przeciętnego Europejczyka jest to zjawisko niebywałe.

Elżbieta Dzikowska i Beata Pawlikowska – podróżniczki i łowczynie przygód nie raz opowiadały o języku gwizdanym EL Silbo, wyznawaniu miłości gwizdem i o sile gwizdów podczas egzotycznych wypraw.

Zapewne kiedy Krzysztof Kolumb zbliżał się do wyspy, mieszkańcy już o tym doskonale wiedzieli, gwiżdżąc i przekazując cenne informacje. Według legendy, to właśnie dzięki El Silbo błyskawicznie rozniosła się po wyspie wieść, że Kolumb przybył do jej brzegów, podczas swojej najsłynniejszej wyprawy. Miał on w San Sebastian przez kilka dni uzupełniać zapasy, ale został na wiele dłużej oczarowany wdziękami pięknej Beatrycze.

Najstarszym zabytkiem na wyspie jest gotycka Wieża La Torre del Conde, wzniesiona 1447 r, budowla typowo wojskowa w której obecnie znajduje się mała galeria poświęcona wyspie, a na jej ścianach rozwieszone są stare, piękne, historyczne mapy La Gomery.

Kolejnym ciekawym zabytkiem jest dom Krzysztofa Kolumba – Casa de Colon, w którym żeglarz zatrzymywał się podczas swoich postojów na La Gomerze oraz Kościół NMP ze sławnymi Drzwiami Przebaczenia, ulubione miejsce modlitw Kolumba przed wyprawami. W 1492 r. La Gomera była ostatnim postojem Krzysztofa Kolumba przed przepłynięciem Atlantyku i odkryciem Ameryki.

Płynąc promem na wyspę wpatrywałam się w ocean w poszukiwaniu delfinów zamieszkujących gromadnie wybrzeża La Gomery. Gdy ujrzałam wyspę, wydała się piękną i tajemniczą, niepodobną do innych Wysp Kanaryjskich. La Gomera zwana jest wyspą czarownic, miłości i Krzysztofa Kolumba. Zielona, dziewicza z piękną roślinnością, krajobrazami jak z baśni, zaskakującymi formami skalnymi i wąwozami dodającymi jej tajemniczości.

Co roku w Noc Walpurgii, noc magii i czarów, 30 kwietnia urządzane są nowoczesne międzynarodowe zjazdy czarownic w Starej Lagunie. Do dnia dzisiejszego znachorki z La Gomery, zwane czarownicami, z pokolenia na pokolenie przekazują naturalne metody leczenia.

Jednak największym skarbem wyspy jest przyroda. Cała wyspa jest zielona, jakby podzielona wąwozami pełnymi palm. Sercem wyspy jest Park Narodowy Garajonay, położony powyżej 1000 m n.p.m. na obszarze 4000 ha z unikalnym lasem laurowym. Tworzą go rośliny i drzewa około – 30 gatunków rzadko spotykanych w przyrodzie, jak wawrzyn-laurowiec, wrzos, wierzba i inne rośliny występujące tylko na tym obszarze. Magia laurowego i wrzosowego lasu, zaciągniętymi tumanami mgieł, budzi zawsze fantazję mieszkańców wyspy i zachwyca turystów. Jak głoszą legendy, jest to miejsce szczególne, po zachodzie słońca ponoć rządzą tam czarownice.

W 1986 r. Park został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Soczysta zieleń gór pokrywających większość wyspy, tropikalna roślinność – hibiskusy, orchidee, awokado i papaje na wyciągnięcie ręki, bananowe sady i pomarańczowe gaje – to krajobraz jak z bajki.

Prawie codziennie przed południem, można być świadkiem zachwycającego zjawiska atmosferycznego, jakim są spływające ze zboczy tumany śnieżnobiałych chmur przypominające gigantyczne wodospady.

La Gomera jest rajem dla turystów, przyrodników, fotografów, artystów i dla wszystkich, którym jest bliska ideologia dzieci-kwiatów. To wyspa dla indywidualistów, wyspa dla szukających przygód. Obecność na tej wyspie wyzwala fantazję, pomysłowość i kreatywność.

Obfitość przyrody wywołuje zachwyt, ale też niepokój. To wszystko czuje się tu wyraźniej niż gdziekolwiek. To majestat cudu natury, z dziwną energią kamiennego kręgu na szczycie Parku. Coś niesamowitego, nie do opisania i nie do zapomnienia.

Jedna odpowiedź na "Tam gdzie gwizdy są w dobrym tonie…"

Dodaj komentarz
  1. staszek

    2 lipca 2016 at 23:47

    Pani Jolanto; nie każdy/a/ tam może być ale na pewno nikt nie potrafi opisać wrażeń stamtąd, tak jak Pani. Trochę wyobrażam tamte wspomnienia i widoki i na wyobrażni muszę pozostać…. zazdroszczę; nie tyle wycieczki tam ale umiejętności tak sugestywnego opisu.
    Pozdrawiam Staszek

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.