Pamiętajmy o ogrodzie…

Od wieków znany jest pozytywny wpływ przyrody zarówno na zdrowie psychiczne jak i fizyczne wszystkich ludzi. Istnieje nawet pojęcie hortiterapii, które oznacza ”leczenie ogrodem”. Czerpanie radości z wprost notorycznego przebywania wśród natury, zaszczepił we mnie mój małżonek, dla którego ogród od kiedy pamiętam, to nie tylko hobby a po prostu pasja.

Potrafił w nim spędzać już od wczesnej wiosny każdą wolną chwilę, często pracując nad jego wyglądem, dbając o każdą roślinkę z osobna. To przynosiło efekty. Dzieci miały zdrowe nowalijki wiosną, a zawsze wystrzyżona w porę trawa nie przeszkadzała w gonitwach „w berka” i podczas zabaw „w chowanego” pośród krzewów różnorodnych porzeczek, malin, bądź krzewów ozdobnych.

Nie wypadało, by pracował sam. Zauważyłam, że nie nadąża z pozbywaniem się chwastów, które panoszyły się jak nieproszeni goście, korzystając z obfitości gleby. Rośliny wczesnym rankiem i wieczorem, a zwłaszcza warzywnik, były obficie podlewane, gdy brakowało deszczu.

Tak zaczęła się moja przygoda z ogrodem, która zaprocentowała w ostatnich latach przed odejściem męża na emeryturę. W natłoku pracy musiał zaufać moim umiejętnościom sterując, gdy widział taką potrzebę i dokładając swoich rąk w miarę możliwości. Rozrosła się wtedy obszarowo część ozdobna ogrodu. Wykorzystywałam wszystkie możliwości, aby zmieścić więcej bylin i roślin sezonowych.

Ogród piękniał budząc podziw nie tylko dla swego wyglądu, ale też mojej pracowitości. Jabłonie, wiśnie, winogrona, krzewy agrestu, porzeczek, aronie, maliny, truskawki, poziomki to niekończące się źródło witamin. Było to też po części powodem utrapienia, bo zwyczajnie nie „wyrabiałam się” z przetworami. Wspólnie przerabialiśmy to wszystko, aby cieszyć się zimą zdrowymi zapasami, a także mieć czym obdarować innych.

Nauczyliśmy się robić wino. Nastawialiśmy przeważnie dwa galony, czasem też ten mały pięciolitrowy. Gdy po 20 latach znaleźliśmy w piwnicy butelkę z winem, która się gdzieś zawieruszyła, dorosłe już dzieci i inne osoby, nie mogły wyjść z podziwu dla jego smaku.

Teraz mamy ogród znacznie mniejszy, bo i nasza kondycja już nie jest ta sama. Wciąż jednak cieszy nas, być może jeszcze bardziej, to co mamy. Mam sentyment do czereśni, która owocuje już w pierwszej dekadzie czerwca, ma pyszne, karminowe owoce. „Używamy sobie”, konkurując z ptakami, które są dość natrętnym gościem, niestety. Ale wiewiórce nie żałuję, wręcz zapraszam ją wzrokiem, kiedy przemyka skacząc po gałązkach i ogrodzeniu. Raz nawet zaglądała przez oszklone, wyjściowe drzwi na taras.

Zaczynają się akurat czerwienić wiśnie. Poczekam trochę na morele, papierówki, a we wrześniu dojrzeją winogrona. Obowiązkowo musimy nastawić wino, aby „tradycji stało się zadość” i będziemy doglądać go, dosładzając od czasu do czasu, żeby przedłużyć fermentację. Lepszy jest ferment w galonie, niż w rodzinie – przyszło mi takie skojarzenie.

Jeśli chodzi o kwiaty wiem, że jest ich bez liku. Ponieważ mąż jest rannym ptaszkiem, podlewa je, zanim wykluję się z łóżka. Dużo roślin jest w pojemnikach co pozwala nam na dowolną aranżację otoczenia. Można wtedy wokół miejsca odpoczynku zmieniać rośliny i te mniej efektowne po przekwitnieniu usuwać z pola widzenia, aby przyjemniej było posiedzieć przy kawie lub grillowaniu.

Przebywanie wśród natury i możliwość uprawiania poletka, np. w rodzinnych ogrodach działkowych lub we własnym przydomowym ogrodzie, albo chociażby pielęgnowanie roślin w balkonowych skrzynkach daje tyle radości. Wiem o tym, bo znam osoby, które zachwycają się, gdy to robią, odpoczywając dzięki temu od trudów i stresów codziennych dni.

Lubię w zaciszu ogrodu zażywać kąpieli słonecznych, czytać książki. Zdarzało się, że nawiedzała mnie wena twórcza, kusząc do sklecenia niezdarnych rymów, hi hi… Jednym słowem sielanka, tylko ten czas stanowi poważny problem. Tak szybko ucieka. Mam wrażenie, jakby mi przeciekał przez palce, a jest jeszcze tyle do zrobienia…

I nieoczekiwanie wpadłam w nastrój melancholii, ale ponieważ potrafię korzystać z afirmacji, widzę siebie w amfiteatrze Opery i Filharmonii na koncercie towarzyszącym II Festiwalowi Piosenki Bułata Okudżawy, na który czekam z utęsknieniem. Trzymajcie proszę, rękę na pulsie. Kto przegapi, będzie żałował.

Wracając do ogrodu lubię w nim jeszcze słuchać ptaków, wąchać kwiaty, uwielbiam chodzić boso po rannej rosie. Nagrywam głosy ptaków, aby wykorzystać je dla relaksu. Zdaję sobie sprawę jak wszystko to jest terapeutyczne, a jednocześnie eteryczne, przemijające, ulotne. Toteż chłonę całą sobą te krótkie, szczęśliwe momenty, by zapisać je na trwałe w świadomości, ale nie tylko. Utrwalam je na zdjęciach, którymi chcę się, że tak powiem pochwalić. Co więcej myślę, że znajdą się tacy co pójdą w moje ślady.

Zapraszam do współtworzenia galerii zdjęć, która pozwoli nam zatrzymać czas. Utrwalimy w ten sposób uroki letnich ogrodów i piękno kwiatów, w których utknęły promienie słońca, aby emanować energią, gdy przyjdzie słota i zawitają szare, smutne jesienne dni. Wierzę, że znajdą się osoby, które niezależnie, czy będą sponsorzy, by nagrodzić najlepsze ujęcia, czy też nie, nadeślą do redakcji najlepsze fotografie. A więc do dzieła, bo właśnie nadeszła pełnia lata – pamiętajcie o ogrodach, lalalala, lalalala…

Wszystkim miłośnikom ogrodów i harmonijnej natury dedykuję piosenkę, napisaną przez Jonasza Koftę. Muzykę skomponował Jarosław Kukulski. Śpiewa Halina Frąckowiak. Piosenka pochodzi z 1987 roku:

6 odpowiedzi na "Pamiętajmy o ogrodzie…"

Dodaj komentarz
  1. Janina

    11 lipca 2015 at 19:40

    Marianno,pięknie piszesz o ogrodzie, czułam się jakbym w nim była razem z Tobą. Czytając widziałam Twój ogród z jego wszystkimi barwami, słyszałam śpiew ptaków. Proszę nie przestawaj pisać, naprawdę masz talent. Czekam na każdy Twój artykuł.

    Odpowiedz
  2. Marianna

    11 lipca 2015 at 21:42

    Dziękuję za miły komplement,zrobiło mi się ciepło na sercu.Dla takich chwil ,gdy ktoś docenia wysiłek warto żyć:)nawet wtedy gdy się ma tylko jedną fankę…

    Odpowiedz
  3. Joanna

    14 lipca 2015 at 16:37

    Artykuł prezentuje bogactwo doznań związanych z ogrodami. To prawdziwa zachęta, żeby w pełni docenić siłę przyrody i jej wpływ na dobrostan człowieka 🙂

    Odpowiedz
  4. Ula

    14 lipca 2015 at 23:55

    Ogrody bywają pociechą dla kolejnych pokoleń, które obserwują pasję i zaangażowanie wkładane w opiekę nad roślinami. Tęcza kolorów i zapachów jest nagrodą samą w sobie, a możliwość dzielenia się efektami starań z innymi to dodatkowy plus. Być może efekty tych starań staną sie także inspiracją do nowych zainterestowań np. kulinarnych, rękodzieła, artystycznych. Z chęcią czytałam o naszym ogrodzie i w głowie rodzą mi się pomysły na kolejny sezon ogrodniczy… 🙂

    Odpowiedz
  5. Marianna

    22 sierpnia 2015 at 20:00

    Każdy,nawet najmniejszy ogród może stanowić inspirację do działań twórczych.Mnie ilekroć usadowię się wygodnie na tarasie i zatopię w marzeniach,przychodzą różne pomysły do głowy.A jakie?Może kiedyś zdradzę…

    Odpowiedz
  6. Marianna

    22 sierpnia 2015 at 20:04

    Aha, zapomniałam .Bardzo dziękuję za refleksje w komentarzach.To miło.że ktoś znajduje na to czas …. i chęci.Ogromnie się cieszę.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.