Łączy nas esperanto

Rozmowa z Lidią Ligęzą poetką, esperancką tłumaczką poezji polskiej. W czasie 16 Białostockich Dni Zamenhofa promowała esperancką wersję tomu wierszy Wisławy Szymborskiej pt. „Obmyślam świat”/ „Mi inventas la mondon”

Stenia Romanowicz. Kiedy rozpoczął się romans z esperantem?

Lidia Ligęza. Zaczęło się prosto i banalnie. Moja cioteczna babka miała przyjaciółkę, esperantystkę Helenę Misiewicz. W latach pięćdziesiątych wyjazdy za granicę były utrudnione. Ta pani miała kontakty z esperantystami z innych krajów. To ułatwiało wyjazdy. Na te lata przypada mój pierwszy kontakt z esperantem. Dziewczynkę w wieku szkolnym, urzekły pocztówki z Nowej Zelandii, Australii. W ówczesnej Polsce, były one niedostępne. Cioteczna babka, doceniała umiejętność posługiwania się językiem międzynarodowym. Zachęciła mojego ojca do nauki. Podstawowe zasady wystarczyły mu, aby znaleźć się w spisie kupców znających esperanto. Poza tym, nikt w mojej rodzinie nie był zainteresowany językiem międzynarodowym. Mój poważniejszy kontakt z esperantem nastąpił jeszcze w szkole średniej. Do Nowego Sącza powrócił znany esperantysta, pierwszy esperancki lektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Tadeusz Chodakowski. Należałam do małej grupy jego uczniów, za to bardzo zainteresowanej zajęciami. W tej grupie był m.in. prof. Andrzej Mączyński – sędzia, wykładowca UJ, który obecnie pełni różne funkcje publiczne. Na studiach okazało się, że można zapisać się na regularny lektorat esperancki. Co oczywiście zrobiłam u prof. Mieczysława Sygnarskiego, znanej postaci w ruchu esperanckim. Napisał on podręcznik do nauki esperanta oraz przetłumaczył na esperanto „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. W tej chwili, w ramach esperanckiej wystawy krakowskiej, wcześniej w Bibliotece Jagiellońskiej, a teraz w Uniwersytecie Pedagogicznym, są gabloty poświęcone Ludwikowi Zamenhofowi, prof. M. Sygnarskiemu, a między dorobkiem tych wielkich, pięknie prezentowanym, jest także gablota poświęcona mnie. Jest to temat do żartów z moim bratem1.

SR Myślę, że dostrzeżono wartość i znaczenie tej działalności oraz dużej ilości tłumaczeń. Od kiedy zaczęłaś tłumaczyć?

LL Trwa to od ponad dwudziestu lat. Więcej tłumaczę z języka polskiego na esperanto, niż odwrotnie. I nie wszystko, ale te rzeczy które uważam, że należy wziąć pod uwagę, bo mają uniwersalne znaczenie. Przede wszystkim popularyzuję poezję polską, głównie współczesną, choć także dawną. Uważam, że warta jest tego, aby świat ją poznał. A jak ma ją poznać?

Choć jest wiele tłumaczeń, w różnych językach, to esperantyści również powinni się z nią zapoznać. Jak dwoje wariatów z Tomkiem Chmielikiem2 siedzimy i udostępniamy esperantystom literaturę polską. Chmielik chętniej tłumaczy prozę, ja oddaję się poezji.i

SR Uważam, iż nie bez znaczenia jest to, że jesteś poetką piszącą poruszające wiersze. Ostatnio wielkim zainteresowaniem cieszy się tłumaczenie na esperanto wierszy Wisławy Szymborskiej w tomie pt.: „Obmyślam świat” / „Mi inventas la mondon”. Tu także znaczny jest Twój udział. Jak tłumaczyło się te utwory?

LL Różnie. Jeśli to było jeden na jeden to bez problemu. Jeśli był dowcip, oryginalna metafora czy dość skomplikowany układ stylistyczny, nie było łatwo. Jesteśmy bardzo wdzięczni tłumaczom, którzy mają w tym swój udział. Przede wszystkim Istvánowi Ertlowi3 – moim zdaniem, najlepszemu współczesnemu tłumaczowi na esperanto. Niezmiernie szczęśliwi i wdzięczni jesteśmy, że zechciał to zrobić, mimo bardzo skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Wszyscy wykonali tę pracę bezpłatnie, co jest niekwestionowaną wartością w ruchu esperanckim. Nie mogła tego pojąć Fundacja Szymborskiej, że polscy esperantyści potrafią zaprosić do bezpłatnego wykonania pracy także esperantystów z zagranicy. Myślę, że esperantyści są przekonani o sensie i wartości jakie ta praca niesie. István Ertl wykonał rewizję językową całości, a Josip Pleadin4 zredagował tom i przygotował go od strony technicznej. Kilkakrotnie współpracowaliśmy z nim przy innych publikacjach. Robimy to wszystko nie dbając o stronę finansową.

ŁĄCZY NAS ESPERANTO.

Gdyby nie ten język, nie mielibyśmy okazji poznać się, bo w jaki sposób i dlaczego. Można być filologiem i robić różne rzeczy dotyczące poezji bez znajomości esperanta. Oprócz języka bardzo interesują mnie osoby, które miałam szczęście poznać. Z wieloma z nich współpracowałam, z innymi się bawiłam, z wszystkimi brałam udział w interesujących imprezach. Niestety, część już odeszła, bo taka jest kolej rzeczy. Pozostaną w mojej wdzięcznej pamięci.

SR Czy tłumaczysz na inne języki?

LL Nie. Satysfakcjonuje mnie tłumaczenie na esperanto. Jest przy tym wystarczająco wiele pracy. Ostatnio przetłumaczyłam duży dramat Stanisława I. Witkiewicza pt.: „Szewcy”, co w znacznym stopniu umożliwiło nam wydanie Szymborskiej. Duże zasługi, przy mojej pracy tłumacza ma moja koleżanka Grażyna Porada. Wszystko, co w ostatnich latach wydałam to dzięki Grażynie, która wg dyktowanego przeze mnie tekstu pisała go na komputerze, a ja równocześnie mogłam dokonywać pierwszej korekty.

Wtrącę tutaj (G. Porada) Przez to, że ja pisałam na komputerze, można było na bieżąco nanosić poprawki. Było o jedną korektę mniej. Szybciej tekst trafiał do wydawcy w kształcie jaki jest wymagany do druku. Jest to niewątpliwa oszczędność czasu.

LL Chciałabym podkreślić dobrą, od zawsze, współpracę z Białymstokiem. To jest bardzo ważne. Zaprzyjaźniliśmy się z Książnicą Podlaską, jej dyrektorem, poetą Janem Leończukiem, władzami miasta i tutejszymi esperantystami.

SR I nie tylko, bo także z twórczością podlaskich poetów.

LL O tak. To wyjątkowa wartość i przyjemność. Udało się wydać po esperancku Antologię Podlaską, zawierającą utwory tutejszych poetów. Cudownie współpracujemy z białostocką fotografką Anną Worowską, która m.in. zrobiła okładkę do mego tomiku wierszy, do Antologii Podlaskiej i wielu innych wydanych wspólnie książek. Okładki te wyjątkowo przystają do treści wydanych tomów pokazujących piękno ziemi i ludzi tego regionu.

Rozmawiała Stenia Romanowicz


  1. Prof. Wojciech Ligęza – historyk literatury, krytyk, felietonista, ceniący chrześcijański wymiar literatury. W 2015 r. otrzymał Ogólnopolską Nagrodę Literacką im. Franciszka Karpińskiego.
  2. Istvan Ertl – Węgier, nauczyciel, tłumacz, esperantysta, wykładał literaturę amerykańską na uniwersytetach w Budapeszcie i Poznaniu.
  3. Tomasz Chmielik – germanista, tłumacz na język esperanto, nauczyciel esperanta. Tłumacz z języków: niemieckiego, rosyjskiego, angielskiego, hiszpańskiego, albańskiego i idisz.
  4. Josip Pleadin – Chorwat, nauczyciel esperanta, wydawca Wydawnictwa „Grafokom” w Durdevacu.

Jedna odpowiedź na "Łączy nas esperanto"

Dodaj komentarz
  1. Dorota Burchardt

    11 stycznia 2016 at 10:51

    Dzięki za udostępnienie tego wywiadu. Mimo że znam Lidię Ligęzę jako esperantystkę, poetkę i tłumaczkę, niewiele więcej o niej wiedziałam. Za to podziwiam jej limeryki i krótkie wiersze jak ten (epizodoj):

    nia kunligo
    disŝirita je epizodoj
    ne volas ordiĝi
    en plensencan tuton

    ĉu valoras havi
    bidojn eĉ tre belajn
    el kiuj ne eblas
    kunmeti kolieron?

    Co nie znaczy, że inne mi się nie podobają, chociaż nie wszystkie tomiki mam. W Białymstoku kupiłam „Mi investas la mondon” i jestem szczęśliwa. Na Kongresie w Lille była dużo droższa, co skutecznie hamowało moją chęć posiadania …

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.