Kolory wiosennego deszczu

Czy ktoś mi uwierzy, że widziałam kolorowy deszcz? Gdyby spadł w moim zaczarowanym lesie, uznałabym to za przywidzenie, ostatecznie już kiedyś słyszałam dźwięki dzwoneczków z porośniętej konwaliami polany… Ale nie, skończyłam właśnie pracę, trochę później niż zwykle, oddałam klucze portierowi i przez główne, środkowe drzwi wyszłam na opustoszały dziedziniec. Maszerowałam spokojnie, aczkolwiek energicznym krokiem, w stronę bocznej furty, gdy niespodziewanie lunęło!

W jednej chwili nie było nic, nawet podmuchu wiatru, tylko powietrze, lekko drążące w popołudniowym słońcu, wypełniało płuca roztopionym szkłem, a w następnym momencie ściana wody runęła z nieba. Dosłownie ściana, to nie były pojedyncze krople, poczułam się tak, jakby ktoś nade mną gwałtownie odkręcił potężny kran! Nie muszę mówić, każdy się domyśli, że błyskawicznie zostałam przemoczona od stóp do głów. Nie opłacało się wyciągać parasolki, gdyż jak to się mówi, byłaby to trywialna „musztarda po obiedzie”. Całe szczęście, że mieliśmy klasycznie uroczy majowy dzień, więc nie obawiałam się przeziębienia. Uniosłam tylko głowę do góry, żeby ocenić, czy chmura, która zgotowała mi taką niespodziankę jest duża, sugerująca natychmiastowy powrót do pałacu, aby tam spokojnie przeczekać ulewę, czy też może prysznic zaraz się skończy i będę mogła kontynuować powrót do domu.

Spojrzałam i oniemiałam! Woda wokół mnie mieniła się żółcią, czerwienią i zielenią. Kątem oka dostrzegłam odrobinę indygo i fioletu, ale to raczej tylko złudzenie optyczne, bo gdy popatrzyłam wprost, dostrzegłam jedynie wysycony pomarańczowy, prawie cynober. Zaskoczenie trwało krótko, bo tak, jak gwałtownie się zaczęła, równie gwałtownie ulewa się skończyła. Na niebie nie wyrosła tęcza, gęste obłoki zasłaniały słońce, nie przejeżdżał też żaden samochód, którego światła, rozszczepione przez pryzmaty drobinek deszczu, mogłyby zabarwić powietrze, więc nie wiem, co spowodowało taki niecodzienny efekt kolorystyczny. Na szarej, mokrej kostce brukowej pozostał jedynie nieuchwytny cień po niedawnej, rozpasanej feerii barw, ale jestem w stu procentach przekonana, że to wydarzyło się naprawdę, że rzeczywiście spadł niemal tęczowy deszcz. Może to pyłki spowodowały takie zjawisko?

Jak wam się wydaje, czy to możliwe?

Wiosenny deszcz

Wiosenny deszcz po kamieniach skacze,
Wiosenny deszcz ciepłą melodię gra,
Tańczę z nim, nie potrafię inaczej,
Nie żal mi na to żadnej chwili dnia!

Wiosenny deszcz myśli wciąż obmywa,
Wiosenny deszcz ze mną pląsa też,
W jego rytm śmieszną piosenkę śpiewam,
O tym, co wiem ja i ty dobrze wiesz!

Wiosenny deszcz w zielone ze mną gra,
Wiosenny deszcz odcieni tysiąc ma,
Mój strach przed życiem niespodzianie zbladł,
Jak wiatr, co chmury wciąż po niebie gna!

Wiosenny deszcz pachnie jaśminami,
Wiosenny deszcz ciche sekrety zna,
I nagle nie ma świata poza nami,
O chwilo płocha, ty już na wieki trwaj!

2 odpowiedzi na "Kolory wiosennego deszczu"

Dodaj komentarz
  1. Stela

    20 czerwca 2015 at 20:59

    Jolu, Twoja twórczość dodaje mi skrzydeł, dzięki którym unoszę się nad ziemią. Wszystkimi zmysłami odbieram piękno naszego świata. Nawet brodzenie po błocie, w którym można zgubić obuwie ma uroki, a cóż dopiero nurzanie się w zapachu kwiatów czy kąpaniu się w strugach wiosennego deszczu. Serdeczności.

    Odpowiedz
    • Marek O.

      24 czerwca 2017 at 13:39

      Pani Stelo, też tak mam!

      Odpowiedz

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *